czy?

•listopad 13, 2007 • 2 komentarzy

chora,

ile mozna. Rys sprzatal wczoraj o 12 w nocy

(a jednak mozna)

people are strange

•listopad 1, 2007 • 2 komentarzy

Wczoraj bylo Halloween. Dynie, dzieciaki latajace za cukierkami..to naprawde sie dzialo. Ale tak naprawde imprezy dominuja w sposobie swietowania. Siedzialam wczoraj na przystanku w Willenhall, bylo juz pozno – ok 21.30, kiedy z krzakow – druzki wyszedl jakis facet. Przesunelam nogi, zeby mogl przejsc.  Od razu sie zapytal czy wszytsko w porzadku, jak ja nie lubie tego pytania. Odszedl na chwile, po czym wrocil.

-Masz moze papierosa?-zapytal.

Nie wiedzialam, dlaczego sie zapytal, ale nagle olsnienie.

-Nie, to lizak-i pokazuje mu lizaka, ktorego dala mi Agnieszka na droge :)

Oboje sie zaczelismy smiac.

Potem do autobusu wszedl Krzyk, ktory tanczyl i spiewal. Nagle ktos zlapal mnie za ramie. Odwracam sie przestraszona, a tam taka starsza pani w okularach strzepuje cos z mojego ramienia.

-Nic, nic, to  burger, ktorego jadlam.

Zacielo mnie, potem nie moglam uwierzyc, az w koncu zrobilo mi sie bardzo wesolo.

Dzis wielkie pisanie, do soboty mam jeden termin, potem wtorek itd. Mozecie nie wierzyc, ale naprawde duzo roboty.I to juz na zaliczanie przedmiotow. Na szczescie mamy 2 komputery:D

piwo tylko dla anglikow…

•październik 26, 2007 • 3 komentarzy

Coraz wiecej rzeczy do zrobienia, prace na zaliczenia tesy..ale dajemy rade:) Wczoraj pierwszy raz wyszlismy gdzies – pierwszy odkad jestesmy w Wolverhampton. Zaprosila nas kolezanka z pracy, chciala sie zrewanzowac za pomoc z papierami(bo nie zna anglieskiego).  Na poczatku nie umeilismy znalesc miejsca, ktore by nam odpowiadalo, ale w koncu dotarlismy do duzego pubu. Dwa razy zmienilismy stolik, bo byly lepiace i w koncu szczesliwi zdecydowalismy, ze Rys pojdzie kupic nam po piwie. Po paru chwilach Rys wrocil i mowi, ze niestety nie moze tu kupic piwa, bo….chcieli od niego brytyjski dowod albo paszport.(?!)  Skad my mamy miec brytyjskie papiery!!! Polski dowod nie odpowiadal angielskiej kelnerce…No wiec wyszlismy, ale tak generalnie to w glowie sie nie miesci…Piwo tylko dla anglikow…

Na szczescie potem trafilismy gdzies indziej i juz nie bylo problemu. I udalo sie milo spedzic wieczor.

Dzisiaj jest tez jakas imprezau moich znajomych z kierunku, ale nie wiem czy sie wybierzemy, bo jutro rano to przed 6 trzeba wstac, zeby do pracy na czas dojechac.

Juz nas kiedys z tym dowodem zaskoczyli – jak chcielismy kupic komputer i byla dziwna promocja, ze placi sie za niego w ratach bez odsetek. Ale niestety nie uznawali naszego dowodu, ISICa,  paszportu… tylko karte z banku. Wkurzylismy sie i po prostyu [rzynieslismy kase i kupilismy ten komputer. Ale banku honoruja nasze dokumenty, a glupi sklep juz nie…

Rys poszedl na zajecia, ma test z hiszoanskiego. Pytalam go wczoraj wieczorem i moze juz cos umiem ;p Ja mam dzisiaj napiety plan pracy, ale zobaczymy jak mi to wyjdzie w praniu.

trzymajcie sie cieplo

Ażeby wszystkim i wszędzie zrobiło się ciepło

•październik 23, 2007 • 1 komentarz

Drożdżówy :P Co robi wieczorami Kina kiedy nie musi projektować boksów, ani uczyć mamę Englisha ani ćwiczyć nielegalnie jazdę swoją bumka?

Kiedy Mych daleko, tak samo jak reszta przyjaciół, kiedy wszyscy inni zajęci są swoimi sprawami i nikt już o Kinie nie pamięta..

Duże buły :D
Co robi Kina?!

PIECZE BUŁECZKI :P

A nadziane są one wyśmienitym ‘Powidłem’, które sama zrobiła a które zwala z nóg, Były bułyza którym idą miliony, jak tylko spróbują.

Albo dżemikiem malinowym, brzoskwiniowym, porzeczkowy..
borówkowym!

I z nikim nie musi się dzielić, bo wszyscy są daleko :P

Jesień..przyszedł wrzesień.. A potem październik.

•październik 23, 2007 • 1 komentarz

Przyszła.

Wcześniej niż byśmy chcieli.

Ścięła młode pączki drugiego kwietnia jabłoni,

zagoniła koty do kojca,

zabiła jeże na drogach.

Rzuciła nam deszcz i błoto do stóp,

rozchyliła płaszcze zimnymi dłońmi,

wtargnęła do domów i rzuciła na ciała:

chorobę, ból i drzeszcze.

A potem bezczelnie sobie poszła.

Nie dając ani jednego promyka słońca,

ani jednej nitki babiego lata.

cytryny…

•październik 19, 2007 • Dodaj komentarz

Wpis ze spiewnika harcerskiego znalezionego w paczce.

Przyjazn

Cieplo, wspolodczuwanie, empatia, wiez, dobro, poczucie bliskosc, zaleznosc. Soczyste pomarancze, kwasny sok. Dlon, pomoc. Uciazliwosc, poczucie odosobnienia. Orzeszki ziemne, kora brzozowa. Dobre slowa, gorzkie slowa. Usmiech, gesty. Bol, zranienie. Kosmos i ja. Wielka niewiadoma, wieloletnia znajomosc. Drzewo i liscie na wietrze. Susza i powodz. Roznorodnosc. Kosmiczna roznorodnosc, kosmiczna niewiadoma. Wszechswiat. Proste slowa, trudniejsze mysli. Jeszcze wiekszy bol. Kwintesencja aromatu. Zapach swiata. Proste slowo, dobre slowo – przyjazn. Minuty, godziny, lata. Zmiany, spokoj. Zjednoczenie, poznanie i zaufanie. Rozmowa i ciepla herbata na dobranoc…

Napisane na kominek chyba w 2005.

Dodalam nowy album do naszej galerii – wspomnienia ze spiewnika harcerskiego i dzis dostalam 2 kwiatuszki od rysia (doniczkowe) i w ‘zycie w Wolver’ ich zdjecia tez sa :D

poniedzialkowa latanina

•październik 15, 2007 • 1 komentarz

Poniedzialek to dla mnie dzien, kiedy siedze na uniwersytecie od 10 d0 19. Skonczylam oficjalnie chorowanie i wrocilam do swiata chodzacych po ulicach. Od razu lepiej. Rys wczoraj caly dzien czytal Harrego Pottera, bo w pracy powiedzieli, ze maja juz za duzo osob i dobrze, ze nie poszlam. Problem tez jest taki, ze w niedziele spozniamy sie o 15 mienut – tak mamy autobus, a ludzie, ktorzy sa autem sa pierwsi. A tam jak maja wystarczajaca ilosc osob – wysylaja do domu. I rysiowi sie tak przydarzylo. Wlasnie zjadlam pol ananasa, pierwszy raz tak moge powiedziec, zawsze bylo z puszki, a teraz nie :) A dzis w pracy – jak opowiadal – bylo tak:

-Postawili nas na zewnatrz budynku pod sciana, jakby chcieli nas rozstrzelac i Kris zaczal nas ogladac. Potem powiedzial, ze dzis pracuje pani Krystyna i ja. Reszta poszla do domu.

Tak wiec szukamy nowej pracy. ALe Rys i tak mial farta, ze go wzieli. Pracowal dzielnie 12 godzin. A dlatego tak, bo podobno w niedziele byla afera, bo tasma byla bardzo brudna i teraz sie zastanawiaja nad ludzmi z agencji, ze moze ich nie chca. A to akurat nie ma zwiazku, bo nas zawsze odsylaja do domu przed sprzataniem tasmy, no ale …Podobno nawet jakas wazna osobistosc z gory zeszla i zrobila zdjecia tasmy…wow

Ja dzis rano mialam te najnudniejsze zajecia, ale w koncu byly bardziej o mediach, a nie o polityce, prowadzone przez pana hiszpana, bardzo zrozumiale, bo mowil z hiszpanskim akcentem i dosyc wolno. A ze sie filmiki zepsuly skonczylismy o 12 zamiast o 13 :D Ale dzis caly dzien siedzialam na uczelni, bo nie chcialam biegac do domu i spowrotem ryzykujac przewiania. Szukalam ksiazek i pilam goraca czekolade. Francuski jak zawsze fajny, ale zasypialam po 18. Przerwe spedzilam ze Stacy i Luckiem – bylo bardzo sympatycznie. Dowiedzialam sie, ze czesto mowi sie w slangu – np yum nice – czyli you am nice ( a poprawnie you are). Wrocilismy w miare rowno do domu z Rysiem i teraz zgadnijcie co on robi – czyta Pottera ;p

A poczta chyba dalej strajkuje, na zdrowie…

maly pokoj

•październik 13, 2007 • 5 komentarzy

Bo pokoj jest duzy, albo jest maly – mauczylam sie tego juz w domu. Jakoze znacie juz wyglad naszego duzego pokoju, teraz czas na maly – no bo przeciez mamy nowa szafe :D (w albumie ‘nasze nowe mieszkanko’).

@ i jakies zdjecia moje i rysia do’ zycie w Wolver’ @

chce wyjsc z domu

•październik 11, 2007 • 1 komentarz

Ale nie wyjde, mimo, ze sie cieplo nawet zrobilo. Siedze w szlafroku Rysia – za wielkim, grzejacym pluszaku i czekam na bycie zdrowa. ALe nie ma tak latwo. Trzeba sie wygrzewac itd. – jak ja tego nie lubie. Przypomniala mi sie szafa, ciekawe czy nasz landlord ja kupil. Rys wraca zaraz z hiszpanskiego, wiec pojdzie sie zapytac. W srode nie bylam na zajeciach, ale weszlam na internet i poogladalam prezentacje z power point’a i mniej wiecej wiem o co chodzilo. WYklad byl o zaczynaniu opowiadan. Jak, dlaczego itd. Np. dobrymi poczatkami sa:

If you really want to hear about it, the first thing you’ll probably want to know is where I was born, and what my lousy childhood was like, and how my parents were occupied and all before they had me, and all that David Copperfield kind of crap, but I don’t feel like going into it, if you want to know the truth. —J. D. Salinger, The Catcher in the Rye (1951)

Many years later, as he faced the firing squad, Colonel Aureliano Buendía was to remember that distant afternoon when his father took him to discover ice. —Gabriel García Márquez, One Hundred Years of Solitude (1967; trans. Gregory Rabassa)

The sun shone, having no alternative, on the nothing new. —Samuel Beckett, Murphy (1938)

Zapomnialam napisac – dostalam w koncu ten kredyt na oplacenie studiow, powinien kochani rodzice niedlugo do was przyjsc list z potwierdzeniem. A oczywiscie moja paczka zaginela w strajku, pewnie razem z innymi stoi na polkach i czeka na sowjego wlasciciela. Juz po strajku, wiec powinna sie niedlugo pojawic – moze razem z szafa (rozumiecie, prawda?). Dzis mi troche odbija, bo czuje sie troche jak w klatce, ale najpierw trzeba sie wyleczyc, przeciez mozesz czytac, siedziec na kompie, kiedy Rys nie pisze zadan przez 4 godziny, rozmawiac na gg z Kina i czekac na Ole. Wlasnie, nie wiem jak to sie dzieje, ale na gg od ok 2 tygodni nie ma ani Oli ani Michala. …Znaczy nie ma kiedy my jestesmy, bo jak nas nie ma to przeciez nie ….

Koncze te bzdury, bo zaraz zrobia sie jeszczre bardziej niezrozumiale i . Aaa, musze wam jeszcze napisac, ze Rys sie uczy – wiecej dotychczas niz w tamtym roku razem. Moze zreszta sam cos o tym napisze. I zalatwilam mu nowego Harrego Pottera :) Pani w bibliotece kazala mi sie wpisac na liste, razem z tytulem ksiazki i autorem. A ze jestem takim ignorantem, nie mialam pojecia jaki jest tytul – wpisalam najnowszy Harry Potter ;p Ksiazke dostal – wiec :D

a niespodzianka !!!

•październik 10, 2007 • 3 komentarzy