•kwiecień 13, 2008 •
Skomentuj
“To the participants of the olympics in China”
‘In the middle of the circle
In front of thousands of faces
In front of millions of eyes
Because of millions of heads
Just
Don’t move your legs
Just stand still
Don’t run
Put your hands down
Happy is the one who has a choice
now your body – is your voice’
Źródło: Wysokie Obcasy
Napisane w Buszujący w polskim zbożu..
•marzec 13, 2008 •
Komentarzy: 3
Jak sobie z nim poradzić?
Najpierw należy przekroczyć próg owego baru, nie wspominając o tym, że trzeba go wypatrzyć w stosach ulotek, upadłych szyldach i krzykach uliczników. Kiedy już do tego dojdzie, należy dobrze się rozglądnąć. Stoliki to miejsce nieustannego zagrożenia, zarazków i niebezpiecznych ludzi obok. Taktyki są dwie, wybieramy miejsce, albo ustawiamy się w kolejce po pokarm. Ci, co stosują drugą, szybciej dostają jedzenie, ale może się okazać, że potem nie mają gdzie go skonsumować. Samo zamawianie to gra słów, różne możliwości interpretacji, nie mówiąc o ulubionej: co autor miał na myśli. Jeżeli uda nam się dostać, to co zamówiliśmy, jesteśmy szczęściarzami. Następnie trzeba podnieść tackę do góry, uważając, żeby nie wylać płynów i nie wysypać jedzenia na podłogę. Kto wie, czy potem ktoś tego nie dostanie na talerzu. Kiedy uda nam sie dotrzeć z tacką do miejsca, gdzie leżą sztuće, czeka nas trudna sztuka postawienia tacki, wybrania widelca i noża, które wyglądają na czyste i wybrania się z tym całym asortymentem na szukanie stolika. Kiedy uda nam sie zmieścić w plastikowym krzesełku, możemy zacząć jeść. Oby jedzenie było ciepłe. Jak nie, to zostanie podgrzane w mikrofalówce. Najedzeni śmieciami, możemy poprosić o serwetkę, ale żeby to zrobić trzeba wstać, przepchać się przez innych, którzy stoją w koleje i wymówić słowo serwetka. Może się zdarzyć, że zostaniemy obdarowani słomką albo kubkiem plastikowym, które kompletnie nie nadają się do zastąpienia serwetki. Nie daj Boże, jeżeli istnieje potrzeba skorzystania z ubikacji, czeka nas pokonanie stromych schodów i innych problemów sytuacyjnych. Jest bardzo prawdopodobne, że nasze naczynia znikną wtedy ze stolika a nasze miejsce zostanie zajęcte…., ale w końcu jest to bar szybkiej obsługi!…………………….
Napisane w Day goes on, Bro..
•luty 21, 2008 •
Skomentuj
“Tryska krew z łamanego chleba i gwiazda razi jak błyskawica
wierz temu co mówię nocą, nie słuchaj co mówię za dnia- poprzez te liście czarne widzę Cię tak niewyraźnie.
Słońce dni wygaszonych
Mów do mnie, mów do mnie, mów do mnie”
Julia Harwig
Jeśli przyjadę- czy wyjdziesz na peron? 13:22
Napisane w Buszujący w polskim zbożu..
•luty 21, 2008 •
1 komentarz
Błogosławieni, którzy umieją śmiać sie z samych siebie: nie przestaną nigdy się bawić.
Błogosławieni, którzy umieją odróżniać mały kamień od wysokiej góry: unikną wielu przykrości.
Błogosławieni, którzy umieją słuchać i milczeć: nauczą sie wielu rzeczy nowych.
Błogosławieni, którzy są wrażliwi na prośby innych: będą krzewicielami radości.
Błogosławieni będziecie Wy, którzy umiecie strzec z wielką uwagą rzeczy błahych i ze spokojem rzeczy ważnych: zajdziecie daleko w życiu.
Błogosławieni Wy, którzy umiecie doceniać uśmiech i zapominać doznanej nieuprzejmości: Wasza droga będzie zawsze pełna słońca.
Błogosławieni Wy, którzy umiecie tłumaczyć z wyrozumiałością, nawet wbrew pozorom, postawy innych: będziecie uznani za naiwnych, ale jest to cena Miłości.
Błogosławieni, którzy najpierw pomyślą zanim coś zrobią i wpierw sie modlą, zanim coś pomyślą: unikną wielu niedorzeczności.
Błogosławieni jesteście zwłaszcza Wy, którzy umiecie rozpoznać Pana we wszystkich spotykanych ludziach: znaleźliście prawdziwe światło i prawdziwy pokój.
Jan Chryzostom
Napisane w Buszujący w polskim zbożu..
•luty 21, 2008 •
Skomentuj
Nie wiem nawet co powiedzieć.
Wiem gdzie powinnam być, a mnie nie ma.
Wiedza nie zbawia.
(zdjecia w galerii, pierwsza klisza nowego aparatu)
Napisane w Day goes on, Bro..
•luty 11, 2008 •
Skomentuj
Petrucci i dzwięki z pianina wyjęte
Swieciło słońce, a potem cały dzień mówił po francusku
o rysowaniu liter!
Napisane w Day goes on, Bro..
•styczeń 8, 2008 •
1 komentarz
kupilismy dzis lampe i zjedlismy jak zwykle spagetti i teraz sjestujemy
rys slucha szant i podspiewuje a ja slucham jego
Mam teraz 2 tygodnie wolnego, wczoraj ostatni test z francuskiego i oddana praca na polityke
Rys nie ma tak dobrze, ale zostaly mu tylko 2 rzeczy do zrobienia.
A potem Hiszpania nas wzywa!
No i znow ta angielska rzeczywistosc
(zdjecia z Polski na galerii)
Napisane w Day goes on, Bro..
•grudzień 3, 2007 •
1 komentarz
Wzięłam sobie wolne na piatek, żeby raniutko, o 7:04 odjechać pociagiem w 5,5h podróż do Rzeszowa. Nie było tak źle, miałam miejsce siedzące, wagon dla niepalących i gazetke o wyposażeniu wnętrz. Padał śnieg..
O 14 byłam już w akademiku (samam go znalazlam:) ) razem z Miskiem, a przed nami dwa dni i dwie noce razem :] Byliśmy na festiwalu filmów “Happy End” i spacerowalismy sobie po mieście(i to wiele razy tak ze już prawie znam miasto na pamieć
) i pilismy pyszna goraca czekolade w kawiarni Costa, misiek mi gotowal, ja go dopingowalam na zawodach. Razem łazilismy na pokupki a na 6 grudnia dostalam bluzeczke
..
No ale wiadomo, że to co dobre zawsze szybko sie konczy..:/ wiec w niedziele trza bylo wracac do domku.. buu..
Napisane w Buszujący w polskim zbożu..
•listopad 29, 2007 •
1 komentarz
poogladajcie sobie zdjecia, tylko zero komentarza, prosze
Dzis przez 3 godziny robilam prezentacje na francuski z 2 anglikami… 2 tygodnie zajec zostaly, zaliczanie i pisanie…
Rys gra na gitarze basowej pozyczonej od Zordy, nawet piec mamy. Swiatecznie w Anglii jest w centrach handlowych, a dzis to nawet slyszalam jak serce uniwerku bije. Czekalam na anglikow i ktos puscil taka muzyke…pu, bum, pu, bum…
A teraz na film, wczoraj Easy Rider ale Rysiowi sie zakonczenie nie podobalo, a mi tak …!
Napisane w Day goes on, Bro..
•listopad 22, 2007 •
Komentarzy: 4
‘Jestem pomocnikiem diabla, albo jak wolisz, wolaja na mnie cien. Wychodze wieczorami na ulice i stoje pod latarniami. Szukam zludzen. Rozgladam sie uwaznie, uszminkowanym twarzom, wiecznie mlodym zmarszczkom, starym i blyszczacym tluszczem oczom. Nie czuje znuzenia. Jestem. Czasem mozesz mnie zobaczyc, kiedy patrzysz przez okno. Nie jestem niewidzialny. Wszyscy mnie wypatruja. Zludzenia znajduja sie same. Nie robie nic, nie ma takiej potrzeby. Wszystko dzieje sie samo – jeden pisk, swist czy krzyk. A wtedy gasna blyszczace oczy i kapie z nich tluszcz. Odpadaja warswy pudru, razem z czesciami twarzy. Jestem pomocnikiem diabla, albo jak wolisz, wolaja na mnie cien. Wychodze wieczorami na ulice i nie robie nic…’
Wrocilam do swiata zywych! Od wtorku chodze na zajecia, czuje sie juz przyzwoicie, tylko po tych 2 tygodniach chorowania slabo. Z pisania jest duzo rzeczy do zrobienia, ale moze to dziwne, bo mysle o tym z przyjemnoscia. Rys na uni, hiszpanski, a potem idzie robic prace na zalicznie – dali im kasete do magnetofonu i z tego, z roznych akcentow maja cos napisac. No ale magnetofonu juz nikt nie dal… Wczoraj spagetti, ktore zostalo wywalona na podloge, az sie zdziwilam, ze to nie ja..;p Mamy tez resztke z 75 pierogow ruskich, ktore w przyplywie patriotyzmu ulepilismy. I do przodu… Jedziemy za 2 tygodnie na spotkanie Greenpeacu do Birmingham. No i potem jedziemy do domu..a potem jedziemy do Hiszpanii…bo po promocyjnej cenie kupilismy bilety
Napisane w Day goes on, Bro..